Jesienny sweter

Sweter zrobiła moja babcia na spółkę z bardzo małą mną. Praca polegała na tym że ja uczyłam się różnych ściegów produkując średnio równe byle jakie kawałki czegoś, moja babcia je ewentualnie poprawiała i starała się coś z nich zrobić. Coś jest moim ukochanym swetrem na zimne dni. Dobrałam do niego skórzane szorty z ciuchlandu z frędzelkami i nawiązujące do frędzelków buty ZIGN. Torba jest lekarska- po prostu doczepiłam do niej pasek.

Bez tytułu DSC_0039

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

angielska tapeta

Zestaw z upolowanymi w ciuchu szortami w angielską tapetę. Noszę go nieprzerwanie od wieli lat (tak z 10) i już dwa razy lądowałam w nim na różnych best dress of. Jest super praktyczny i wygodny. Bluzka pochodzi w Triumpha (ten sklep z bielizną), szelki z ciucha, a mój ukochany plecak z Poromod. Niestety kilka dni temu dokonał swojego żywota, po wielu strasznych trudach życia i będę musiała kupić nowy. Byłam zmuszona chodzić cały dzień po górach z umieszczonym w nim dobytkiem na tygodniową wycieczkę tylko z jednym ramiączkiem w dodatku lewym.

057

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Pomarańcze i wrzosy

Dziś zestaw z sukienką mojego projektu. Nie chodzi mi w nim jednak głownie o zaprezentowanie swojej radosnej twórczości, ale o całe połączenie z płaszczem i butami. Jest to mój absolutnie ulubiony zestaw kolorystyczny (widoczny też na bananówie, tyle że z dodatkiem czerwieni) od dzieciństwa, a dokładnie od momentu kiedy w podstawówce w jakiś „Czterech kontach” zobaczyłam urządzony w ten sposób pokój dziecięcy. Pokoju wprawdzie nigdy takiego nie miałam, ale stroić się nikt mi nie zabroni.

Płaszcz pochodzi ze sklepu Visavi- to polska firma, jeszcze nigdy nie natknęłam się tam na nic wyprodukowanego w azjatyckich fabrykach, na razie im ufam. Ten płaszcz nosi mi się już trzeci sezon bardzo dobrze, ale miałam od nich płaszcz zimowy i zniszczył się po jednym, więc nie polecam wełny.

Buty dostałam po kuzynce z Londynu, są strasznie za duże, ale mają piękny kolor- idealnie w kolorze jednego z krawatów, są to moje jedyne buty, które noszę tylko do jednego zestawu. Tylko dlatego, że bardzo się boję, że się zniszczą, a pasują tu wyjątkowo.

Torba jest ta sama co w poprzedniej stylizacji.

Zdjęcia są dziełem mojej niezastąpionej siostry.

 

263126_4221136344935_807193197_n DSC_0023

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

złoty płaszcz

Ten zestaw został uchwycony przez autorkę  http://bestdressedpoland.blogspot.com.es/na SWAPIE w ramach krakowskiego Faschion Weeku. Kradnę zdjęcie, ale załączam link do bloga, no i jestem na nim ja, więc chyba mogę :)

IMG_4276

Mam tu na sobie swoją ciuchlandową zdobycz: złoty płaszcz. Nie byłam do niego przekonana kiedy wisiał na wieszaku, ale po zmierzeniu zmieniłam zdanie. Układa się pięknie, szczególnie z tyłu czego na zdjęciu akurat nie widać. Przy tak wyrazistym okryciu pokusą jest założenie do niego prostych czarnych dodatków. Jednak nie lubię tego typu zestawień, a wydaje mi się, że swobodne dobieranie dodatków nadaje mu nieco koniecznego luzu. Postawiłam, więc na różne odcienie czerwieni i mocne buty, by zrównoważyć jego popowy i nieco kiczowaty styl, są to glany HD. Torbę wykonał dla mnie pan w warsztacie rzemieślniczym w Chani na Krecie.  Beret to jeden w tych czeskich, które można kupić dosłownie wszędzie. Rękawiczki dostałam pod choinkę i komin też.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Bananówa

Bananówa jest moim wykrojowym wykopaliskiem, którego trzymam się najbardziej kurczowo. Miałam taką w dzieciństwie, na gumce kremowo-czerwoną bo mojej mamie i wszystkich ciotkach. Uważam, że ten krój jest piękny i daje niekończące się możliwości łączenia różnych kolorów i tkanin tworząc spódnice w różnych stylach. Ja swoich bananówek mam 4 i nie zamierzam się w tej kwestii zatrzymać.  Ta jest uszyta z trzech kolorów włoskiej wełny  z paskiem z czarnej sztucznej skóry i metalowym zamkiem.  W tym zestawie eksploruje ją właśnie pod kontem nawiązań do PRLU, ale nie są to jej wszystkie możliwości. Świetnie zachowuje się też w zestawieniach orientalnych lub ludowych.

Sweter z motywem robotniczym jest zdobyczą ciuchlandową, koszulka pochodzi ze wspaniałego Pan Tu nie Stał jest moim pierwszym ubraniem z tego sklepu, ale już wiem, że na pewno wrócę. Nosi się świetnie i wspaniale pasuje do moich PRLowych wykopalisk unowocześniając je nieco, ale nie wyłamując się z klimatu. Brązowe buty też pochodzą z ciuchlandu, ale po kilku dniach trafiły jednak do kategorii „zbyt za duże” i zmieniły właściciela- mam stopę 35 nie jest łatwo moje buty dzielą się na „za duże” i „zbyt za duże”.

Drugie buty są moimi niezniszczalnymi pantoflami z Ecco. Sznurowane, męskie pantofle są jednym z wyjątków w mojej szafie, bo posiadam ich aż TRZY pary. Czarne, czerwone i białe. Załączone golfowe frędzelki pochodzą z czarnych, ale można je swobodnie przemieszczać.  Marze żeby dokupić takie w kilku innych kolorach.

Torba pochodzi z jakiegoś internetowego sklepu z lekarskimi torbami. Zawsze kiedy muszę porzucić swoją poprzednią torbę bardzo ciężko jest mi znaleźć taką, która byłaby na tyle neutralna, że pasowałaby do wszystkiego, jednocześnie na tyle oryginalna, że nie można byłoby jej ani trochę posądzić o zwykłość, a z trzeciej absolutnie nie była modna- czyli wychodząca z mody nim jej termin przydatności się skończy, no i ładnie się starzała. Ta jest ideałem, jednocześnie zainstalowany na niej bigiel to chyba najbezpieczniejsze możliwe zapięcie poza szyfrem, naprawdę ciężko go otworzyć.

Naszyjnik- żaróweczka pochodzi z ciuchlandu i bardzo długo był moim ulubionym oryginalno-neutralnym naszyjnikiem, z którym się nie rozstawałam. Chwilowo zaginął. Mam nadzieje, że odnajdzie się po powrocie do ojczyzny.

Pierścionek dostałam od mojej siostry, która go dostała od mojej drugiej siostry i jest szalenie gustowną uszczelką wybitnie pasującą do traktorów i robotniczego swetra.

Zdjęcia robiła moja siostra, poza tym słabym ostatnim, które robił mi samowyzwalacz. Niestety większość moich zdjęć na razie będzie tak wyglądała, bo tu gdzie jestem nie ma mi kto robić zdjęć, ale może opanuje samowyzwalacz do perfekcji.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Długo wstrzymywałam się z prowadzeniem bloga modowego. Miałam jakieś krótsze i dłuższe próby, ale zawsze łączenia z czymś, nie tylko i w ogóle bez przesady.  Trochę wstyd prowadzić takiego bloga będąc dziewczyną. Nieodparcie kojarzy mi się z czasopismami kobiecymi  i poradnikami jak wyczyścić dywan na tysiąc i jeden sposobów, ale słysząc CODZIENNIE i wszędzie że wyglądam świetnie, mam niesamowity styl itd. po prostu uważam, że mam misje. W tej sytuacji nie prowadzenie takiego bloga tylko dlatego, że kaszana jest głupie. Przysięgam, że poza tym nie robię żadnych innych babskich rzeczy, nie cierpię zakupów, fryzjera i kosmetyczki, nie chodzę na plotki, nie oglądam TV i nie czytam babskich gazet, nie rozróżniam celebrytów  i w ogóle jestem poważnym człowiekiem przygotowującym się do wykonywania „męskiego zawodu”.  Dziękuję za uwagę, ulżyło mi, zapraszam do świata moich szmat.

Mój styl oparty jest przede wszystkim na nienawiści do robienia zakupów w centrach handlowych. Czuje się tam jak królik w klatce na balkonie w sylwestra, dodatkowo ciuchy wyprodukowane przez chińskie dzieci nieodparcie kojarzą mi się z belą materiału z ludzkich włosów wystawioną w jednej gablotce w muzeum w Auschwitz. Nie, że mi się nie zdarza, nikt nie jest idealny czasem trzeba szybko i natychmiast. Po drugie to raczej mało. Nie kupuję ciuchów, których nie potrzebuje, których nie noszę a na daną porę roku mam jedną parę butów, nadmiar mnie męczy i nie lubię ciuchów nijakich, neutralnych a takich w których się zakochuję jest niewiele. Co, więc noszę? Po pierwsze moim niekończącym się rezerwuarem ciuchów jest babcia- krawcowa i kiedyś gwiazda błyszcząca w szarym bagnie PRLU.  Do estetyki tegoż bagna mam stosunek głęboko pozytywny i nie da się zaprzeczyć, że ubrania z tamtych lat mają się tak do tego co nas teraz otacza jak kaszmir do poliestru. Kiedy je noszę często już nasty rok wydaje mi się, że są po prostu prawdziwsze, tak jakby to co mamy w sklepach było atrapą teatralną z dziwnych pseudo tkanin które można włożyć na dwie godziny, w kolorach które wyglądają dobrze przy kiepskim oświetleniu z ostatniego rzędu i rozpadające się po kilku dniach prób noszenia tego na co dzień. Zdarzają się chlubne wyjątki, ale to jest reguła. Co poza tym? Mam to szczęście, że projektuję i szyję, więc raz na jakiś czas mogę szarpnąć się na jakiś idiotycznie drogi prawdziwy materiał i mieć z niego dokładnie to co chcę.  Tak naprawdę jak się dobrze pokombinuje w tym kierunku nie jest to takie drogie jakby się zdawało.  Do tego dochodzą ciuchlandy, w których mogę sobie kupić gotową rzecz, na którą normalnie nie byłoby mnie stać, swetry i marynarki z wełny, jedwabne bluzki czy jakieś szalone norweskie skórzane buty. No i ostatecznie pozostaje wspieranie lokalnego rynku, co staram się czasem robić, wiem że żywot młodego polskiego projektanta jest ciężki i kiedy tylko mogę wspieram kolegów, choć ze względu na ciężkość żywota i ceny bywają ciężkie dla odbiorcy.

Już było skąd teraz co i jak. Mam parę nieśmiertelnych zasad:

  1. Nie noszę sportowych butów
  2. Nie noszę jeansu
  3. Nie noszę butów i torebek, które wyglądają jak „mam milion butów i torebek”
  4. Nie noszę obcasów
  5. I najtrudniejsze: staram się nie nosić prostych ubrań będących bazą dla oryginalnych ciuchów, o ile to możliwe łącze dziwne, nietypowe ubrania w zestawieniu z innymi nietypowymi ubraniami. Nie zawsze to wychodzi, mam kilka swoich postaw, ale nie są to nigdy jeansy, czarne rurki itp. Dla mnie moda, która bazuje na wyszukiwaniu ciekawych ubrań i łączeniu ich ze spokojną resztą tak by dobrze na tobie wyglądało jest czystym kolekcjonerstwem  opartym o podstawowe reguły estetyki. Sztuka, którą staram się na miarę swoich możliwości uprawiać polega na tym, żeby łączyć rzeczy mocne tak, żeby tych reguł nie łamać.
Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj